subiektywnie
Blog > Komentarze do wpisu

bajka o wojnie

o sentymencie, bez sentymentu :)

(...) ta wojna zaczęła się dawno temu, a wszystko tak dokładnie pamiętam jakby to było wczoraj. Początki były cholernie trudne. Zaciągnęłam się na nią z własnej woli. Chciałam walczyć, wypełnić swój organizm po brzegi adrenaliną, wygrać.

Z początku nie było nawet widać wroga. Wędrowaliśmy tak kilka nowi księżyca. Było okropnie nudno... Ale kompani urozmaicali mi ten marsz. Czasami było przezabawnie.. Gdyby nie oni, to pewnie by mnie tam już dawno nie było. Czas się dłużył, mimo, że dni i noce były tak krótkie..

W końcu na horyzoncie pojawił się wróg. Zadrżeliśmy ze strachu. Ich armia była tak liczna, że gdyby tylko jedynym wskaźnikiem wyniku tej wojny byłaby liczebność, z pewnością by nas pokonali. Musieliśmy zadziałać strategicznie. Nie było innego wyjścia. To był dopiero prawdziwy początek tej wojny..

Ja, nie mająca żadnego doświadczenia (przynajmniej tak zawsze deklarowałam w raportach) pałętałam się gdzieś w ostatnich rzędach naszej brygady. Bałam się. Walczyłam tylko wtedy, gdy musiałam. Żadnego wychylania się, żadnej zbędnej kuli. Po prostu... walczyłam tylko by przetrwać. Było ciężko. Ale miałam to, czego tak od dawna pragnęłam, walkę, adrenalinę, chęć zwycięstwa.

Wojna trwała nadal... Z dnia na dzień coraz więcej poległych kompanów.. Widziałam jak umierają. Niektórzy na mych kolanach. To było straszne. Ogarnął mnie przeogromny strach, ból, żal, zmęczenie, niechęć do dalszej walki... Wtedy upadłam..

Ale Ty, Generale nr 11 podałeś mi dłoń, powiedziałeś by się nie poddawać, pomogłeś mi powstać i kazałeś iść dalej, na front, walczyć. Tylko kilkoma słowami przekonałeś mnie, że to ma sens. Przecież mogłeś wysłać kogoś innego, niższego stopniem... by mnie podniósł na duchu. Ale pofatygowałeś się by zrobić to osobiście..

Od tamtej pory na nowo nabrałam chęci do walki. Z każdym dniem posuwałam się o kilka szeregów do przodu by w końcu móc prowadzić w pierwszym. Już nie czułam strachu, zabijałam, jak maszyna. Nic nie było w stanie mnie zatrzymać..

Nareszcie zaczęliśmy wygrywać. Byliśmy szczęśliwi. Ale nie, nie... to wcale nie była moja zasługa. Ja tylko walczyłam, wg Twojej strategii, którą tak precyzyjnie układałeś. To, co mówili inni, że znasz się doskonale na mapie i wyprzedzasz o krok w swoich analizach plany wroga okazało się prawdą. Dzięki temu osiągnęliśmy kilka małych zwycięstw..

zdj. źródło

(...) nadal jestem na froncie, nadal giną ludzie. Teraz nawet więcej. Ale Ci co giną to nic.. w porównaniu do tych, którzy są ranni, a jeszcze żyją. Zewsząd słychać jęki. Wołanie o pomoc. Niektórzy proszą by ich dobić. To straszne. Mimo tego, że osiągnęliśmy tak wiele i jesteśmy bliscy zwycięstwa już nie ma tej satysfakcji jak na początku. Wszystko spowszedniało..

(...) a stanie się to między jednym nowiem a pełnią księżyca..
Zewsząd słychać, że wojna się skończy. Odpoczniemy w końcu..

niedziela, 28 października 2012, kasia_stachurska
Tagi: wojna uczucia


Pozdrawiam
Kasia Stachurska

Kasia Stachurska
o mnie<<

Polecane wpisy

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...
stat4u